Od pewnego czasu zastanawialiśmy się z kilkoma znajomymi, skąd bierze się ta uporczywa walka, niechęć i próba podważania tytułu przyznanego pani profesor Sabinie Bober jako Ambasadorce Dziedzictwa Żydowskiego Województwa Lubelskiego.
Zaczęliśmy więc sprawdzać różne biografie i rodzinne tropy. Wiedzieliśmy, że nazwisko Mekler pojawiało się także wśród rodzin żydowskich, szczególnie w Galicji i na Lubelszczyźnie. Dotarliśmy również do informacji o jego pradziadku. I coraz bardziej wygląda na to, że cała ta historia nie była żadną troską o prawdę, pamięć czy dziedzictwo żydowskie, ale zwykłą próbą podgryzania pani profesor po to, aby zająć jej miejsce.
W PiS-ie zapewne wielu osobom jest to bardzo na rękę. Takie sytuacje znamy z historii aż za dobrze. Karol Marks, często opisywany jako przykład self-hating Jew, stworzył fundament pod lewicowy antysemityzm, oparty na narracji, że Żydzi rzekomo pociągają za sznurki i kontrolują pieniądze świata. Właśnie na takich resentymentach, przeniesionych później do niemieckiej klasy robotniczej i polityki masowej, wyrastał jeden z najgroźniejszych nurtów europejskiego antysemityzmu.
Niestety, czasem jednym z największych problemów dla Żydów nie są wyłącznie zewnętrzni antysemici, ale również ludzie, którzy z powodów osobistych, politycznych albo czysto interesownych występują przeciwko własnemu dziedzictwu, Izraelowi lub żydowskiej pamięci.
I właśnie tak wygląda dziś sprawa Meklera z Konfederacji, środowiska skrajnie antyizraelskiego i wrogiego żydowskiej pamięci. Marszałek Stawiarski może być zadowolony. Jarosław Kaczyński pewnie jeszcze bardziej. A Przemysław Czarnek, którego z sąsiadem Meklerem łączy jakaś osobliwa relacja, zapewne również nie ma powodów do smutku.
English in comments ⬇️