4 months agoPodpisuję się pod torami wyścigowymi w każdym dużym mieście. Temat piractwa na drogach jest w tej chwili napompowany do granic możliwości a histeria wokół problemu (który jak zwykle jest złożony), jest nie do zaakceptowania. Szczególnie ten millennialski, moralizatorski ton. Te Wasze ckliwe historie jak w reklamie Allegro... W XX w. dopuszczalne było 1,5 promila (Włochy), czy 1 promila (Austria),itd., samochody nie miały żadnych elektronicznych ograniczników i wspomagaczy, drogi były dużo węższe, w dużo gorszym stanie, autostrady tylko w najbogatszych krajach, mechanika i palenie benzyny, czasem wyścigi (nie raz ekranizowane w europejskim kinie), niewiele więcej, chyba najlepsze czasy w historii motoryzacji. Nikt nie histeryzował. Co 100 kierowca lubi się pościgać od lat, nic nowego. I tak pirat drogowy to wymarły gatunek. Prowadzę swoje statystyki, też widzę na trasach, a ponad przeciętnie podróżuje po PL. Wszyscy to już dobrze wiemy i wyolbrzymianie problemu dla mnie jest nie tylko podejrzane (na jakich wy danych się opierajcie, szukając wszelkiej winy wśród dinozaurów?), ale przede wszystkim mierżące są dla mnie konsekwencje propagowania kultury słabeuszy. Osobny temat na dyskusję. Dokładacie sobie kolejne wyimaginowane lęki, jakby było Wam ich mało?..Nie musicie się bać, nic Wam nie grozi, dziś trafienie na pirata drogowego graniczy pewnie z cudem. Rozdmuchane w social media przypadki napędzane viralową histerią nie są żadnym wyznacznikiem. Prędzej dopadnie kogoś depresja niż spotka pirata na drodze.
