Może właśnie od niej wszystko się zaczyna. Może każdy kształt jest tylko chwilowym stanem. Próbą uchwycenia czegoś, czego nie da się zatrzymać. Rozciąga się. Rozpływa. Zmienia ciężar. Znika we własnym ruchu. Nie po to, by stać się większym. Po to, by zostało tylko to, czego nie da się już odjąć. Może dlatego wszystko nieustannie zmierza do jednego punktu. Nie jako końca. Jako formy, która nie potrzebuje już znaczenia
*
Maybe that’s where it all begins. Maybe every shape is only a temporary state. An attempt to hold on to something that can never truly be held. It stretches. It dissolves. It shifts its weight. It disappears into its own movement. Not to become bigger. But to leave behind only what can no longer be taken away. Maybe that’s why everything is always moving toward a single point. Not as an ending. But as a form that no longer needs meaning.