Istnieją book cluby – miejsca, gdzie spotyka się, żeby rozmawiać o książkach, dzielić się wrażeniami, wymieniać interpretacjami. A czy ktoś z Was słyszał o art clubach – klubach, gdzie spotyka się, żeby po prostu porozmawiać o dziełach sztuki?
Oczywiście możemy pójść do muzeum i rozmawiać o obrazach, ale wtedy często hamuje nas to, że… sami nie wiemy, jak o tej sztuce mówić. Boimy się, że palniemy coś „głupiego”, że zabrzmi to naiwnie, że czegoś „nie wypada” powiedzieć.
A sztuka aż się prosi o rozmowę!
Dla mnie obrazy to nie tylko „ładne obrazki”, które można podziwiać z czysto estetycznej perspektywy. To punkty wyjścia do rozmów o świecie, o historii, o naszych wartościach, lękach i marzeniach. O tym, co nas wzrusza, wkurza albo zostawia w zadumie.
I to wcale nie jest nowy pomysł! Przez stulecia obrazy właśnie do tego służyły. Były naszym Netflixem, grą planszową i podcastem w jednym. Zastępowały telewizję, dostarczały rozrywki, stawały się intelektualnymi zagadkami do rozwiązywania w towarzystwie.
Weźmy chociażby Hieronima Boscha i jego „Ogród rozkoszy ziemskich” – obraz, który można analizować godzinami, wciąż odkrywając coś nowego, zadając kolejne pytania, snując coraz dziwniejsze (i często coraz bardziej fascynujące) historie.
I to jest właśnie w tym wszystkim najpiękniejsze.
Dziękuję Wam, że pokazujecie mi, że sztuka może wciąż tak działać. Że nie musi być tylko przedmiotem akademickich dyskusji na konferencjach czy hermetycznych esejów. Sztuka może być powodem do rozmowy w Waszej kuchni. I to jest moim zdaniem absolutnie najważniejsze.
www.album.pozaramami.com
PS Może pamiętacie jakąś najbardziej zaskakującą rozmowę o sztuce lub w najmniej oczekiwanym miejscu?
📸
@estelladandykObraz w tle na pierwszym i ostatnim zdjęciu to Edward Baran
@bliss_warsaw.